Wyszukiwarka
Kalendarium
dżolanta (18)
Delete i od nowa;) W moim przypadku pisanie "lubię"/"nie lubię" nie ma sensu, bo jeszcze za szybko wszystko się zmienia. Tak, studiuję, tak, dużo siedzę w kinie, tak, ciągle uwielbiam morze, śpiewać i pływać, tak, kawę, jak większość blogerów, też wielbię i powoli sobie układam moją "dorosłość", ekhem ekhem.
Zobacz wszystkie wpisy
Turner nieposłodzony
Do wczoraj (8 stycznia 2012), Gmach Główny krakowskiego Muzeum Narodowego gościł wystawę, którą zachwycała się chyba cała Polska. Już została okrzyknięta hitem ubiegłego roku i tak, z pewnością był to frekwencyjny rekord. Serce rosło, gdy słuchałam o tych tłumach stojących w gigantycznej kolejce w ostatni weekend, żeby tylko zobaczyć dzieła mistrza. Sama przeżyłam chwilę wzruszenia, gdy mój kolega z Wrocławia nawiedził Kraków wyłącznie dla Turnera. Takie poświęcenie dla Sztuki! Niespotykane!
Poszłam na wystawę z nadzieją, że zostanę również co najmniej oszołomiona czy przemieniona wewnętrznie przez te wspaniałości, o których tak kwieciście rozpisywała się krytyka. Starałam się, naprawdę chciałam dobrze! Dzieła Turnera to przecież klasa sama w sobie, perfekcyjny warsztat urzekający śmiałością gestu; przecież gdyby nie twórczość Turnera, sztuka II połowy XIX wieku nie miałaby możliwości rozwoju w kształcie, w jakim ją znamy. Niestety, rozkminiająca głowa od wejścia zaczęła podważać pienia rozlegające się wkoło, pienia kolegi także. Sama koncepcja wystawy wydała mi się dość naciągana. Bo, hmmm, czy Turner badał każdy żywioł z osobna? W swoich dziełach nigdy nie prezentował wyłącznie jednej siły – popatrzmy: gdy jest woda, siłą rzeczy musi też być powietrze. Ziemia czy ogień – to samo. Więc po cóż ten podział? Udowodniony co prawda w komentarzach pismami z epoki, ale nieprzekonująco. Do tej pory ilekroć czytałam o Turnerze, nigdy się z podobną koncepcją nie spotkałam. Nie lepiej byłoby podziwiać te akwarele i oleje razem, w harmonijnej całości, w owej „fuzji”, do której prowadził czarny korytarz, nijak nieoznakowany, który omijała połowa zwiedzających tracąc w ten sposób salę z najpiękniejszymi płótnami? Może jestem rozpieszczona, bo miałam okazję oglądać Turnera w Londynie i nastawiłam się na marcepany, a dostałam, no nie lentilki, ale – a może to i odpowiednie porównanie?
Nie podważam geniuszu malarza, nie, nie śmiałabym, nigdy. Chciałabym tylko przełamać te przesłodzone opinie na temat wystawy, bo do opisywanego ideału jej daleko, ale widocznie Turner podany nawet w średniej oprawie zdolny jest oczarować widzów. Na zdrowie!
Najaktywniejsi blogerzy
zobacz wszystkich blogerów
Archiwum blogowe
zobacz wszystkich blogerów
Archiwum blogowe
2012
styczeń (8)
luty (15)
marzec (10)
kwiecień (9)
maj (10)
2011
styczeń (4)
luty (1)
kwiecień (11)
maj (9)
czerwiec (11)
lipiec (16)
sierpień (6)
wrzesień (15)
październik (17)
listopad (1)
grudzień (7)
2010
styczeń (3)
luty (7)
marzec (13)
kwiecień (9)
maj (4)
czerwiec (10)
lipiec (13)
sierpień (5)
wrzesień (9)
październik (3)
grudzień (1)










Kalendarium roczne

