Wyszukiwarka
Kalendarium
Z natury jestem jak sederowy chrzan
Wywiad z Januszem Makuchem, pomysłodawcą i dyrektorem Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie
Przed nami kolejna, osiemnasta już edycja Festiwalu Kultury Żydowskiej. Pierwszy festiwal w 1988 roku to skromna impreza, składająca się z cyklu wykładów i pokazów filmów w języku jidysz. Dziś to kilkudniowy, największy festiwal żydowski na świecie. Czy czuje się Pan osobą spełnioną? Może tli się w Pana głowie jakaś niezrealizowana idea?
Tak, to jeden z kilku największych festiwali żydowskich na świecie, ale nie jego dziewięciodniowa „skala” jest tu istotna. Znacznie ważniejsze, że jest on postrzegany w świecie jako symbol pozytywnych przemian w przestrzeni szeroko rozumianego dialogu polsko-żydowskiego. W tym sensie nie czuję się osobą spełnioną, ponieważ wziąwszy pod uwagę niemal tysiącletnią obecność żydowską w Polsce, nasz festiwal, trwający zaledwie 20 lat, jest na szczęście tworem głęboko niedojrzałym, czyli skazanym na nieustanny rozwój i doskonalenie się.
Patrząc na program koncertów na FKŻ, można zauważyć chęć ukazania wszelkich możliwych odmian muzyki żydowskiej. Co ciekawego wnosi zestawienie obok siebie synagogalnych śpiewów, popularnych melodii z przedwojennej Europy i poszukiwań spod znaku jazzowej awangardy? Który z tych nurtów wydaje się Panu najciekawszy?
Muzyka żydowska to nie tylko – jak chcą ignoranci – muzyka klezmerska, podobnie jak muzyka polska to nie tylko muzyka góralska... Zestawienie, o którym Pan mówi, pokazuje i uświadamia wielowiekową, bogatą panoramę muzyczną, która przez wieki odzwierciedlała i odzwierciedla żydowskie światoodczucie. Interesuje nas zatem najszersze spektrum tego świata, aszkenazyjskiego i sefardyjskiego, od stricte tradycyjnego, aż po awangardę. Dlatego na naszym festiwalu doskonale rezonują ze sobą zarówno śpiewy kantorów, jak i żydowski hip-hop. Dla mnie osobiście najciekawszy jest różnorodny nurt muzyki chasydzkiej...
Festiwal to nie tylko koncerty, wystawy, wykłady. Podczas festiwalu organizowanych jest wiele warsztatów, m.in. kulinarne. Czy ma Pan ulubione potrawy z kuchni żydowskiej?
Warsztaty są najważniejsze, bo pokazują codzienne oblicze kultury i dają możliwość jej współtworzenia. Uwielbiam kuchnię galicyjskich Żydów z Borough Park na Brooklynie oraz kuchnię Żydów perskich z Jerozolimy.
Sfrustrowany Żyd mówi o Mojżeszu do rodaków: „Mojżesz... przez całe 40 lat prowadził nas przez pustynie Bliskiego Wschodu, aby zaprowadzić nas do tego miejsca, w którym nie ma ani kropli ropy!”. Nikt nie potrafi śmiać się z Żydów tak, jak oni śmieją się sami z siebie. Lubi Pan humor żydowski?
Owszem, lubię, czemu nie, jeśli jest dowcipny i przy tym mądry? Lubię humor żydowski opowiadany przez Żydów i przez nie-Żydów. Pod warunkiem, że nikt z nich nie „żydłaczy”.
Życie pisze własne scenariusze. Nie wierzę, że przez te wszystkie lata podczas przygotowań do kolejnych edycji festiwalu nie doszło do jakiejś zabawnej sytuacji. Może podzieli się Pan z Czytelnikami jakąś anegdotą z przeszłości.
Z natury jestem człowiekiem głęboko ponurym, gorzkim i ostrym jak sederowy chrzan. Trudno być przy mnie zabawnym. Wiele lat temu, pewien Polak w Izraelu wykrzyknął na mój widok – „O Jezu, to chyba Theodor Herzl*!”. No, ale to było w minionym wieku, byłem młodszy i miałem długą, czarną brodę. Duchowym potomkiem Herzla będę jednak aż do nadejścia Mesjasza. I potem pewnie też. Natomiast jeśli zdarzy się coś zabawnego w tym roku, to opowiem Panu za rok.
rozmawiał Artur Jackowski
* Theodor Herzl (1860–1904), pisarz, publicysta, polityk żydowski, twórca i ideolog syjonizmu; działał w Wiedniu; w 1896 pod wpływem tzw. afery Dreyfusa (francuskiego oficera pochodzenia żydowskiego, którego niesłusznie obwiniono i skazano za zdradę państwa) napisał broszurę "Judenstaat", w której wystąpił przeciw asymilacji Żydów; podjął starania na rzecz utworzenia państwa żydowskiego.
Karnet 6/2008










Kalendarium roczne


