Znajdziesz nas także na:

Kalendarium

Wyszukaj

hotele - do 75% taniej!

Wybierz miasto:
Data przyjazdu:
Liczba nocy:
Ilość pokoi:
Ilość os. i łóżek:
Warto zobaczyć
 
 
 
 
 
Janusz Makuch, fot. Paweł Mazur

Splot kultur



Rozmowa z Januszem Makuchem – dyrektorem Festiwalu Kultury Żydowskiej

Ten festiwal jest ogromnym przedsięwzięciem: interdyscyplinarny, wielowątkowy, niełatwo go opisywać choćby ze względu na samą ilość wydarzeń i ich różnorodność, w tym także dotarcie do najróżniejszego odbiorcy.
To jest najbardziej awangardowy festiwal kultury żydowskiej spośród wszystkich „oldskulowych” festiwali świata... To znaczy: bez wątpienia poziom tego festiwalu jest zdecydowanie najwyższy. To, co tu prezentujemy, jest w moim przekonaniu tym, co w danej chwili w tej kulturze najlepsze. W danej chwili – bo ten festiwal pokazuje kulturę żydowską taką, jaka jest dziś. Taką, która czerpie z tradycji i oddaje jej hołd, ale się na tym nie zatrzymuje. Tradycję traktujemy jako źródło inspiracji do tego, by pokazać, jak kultura żydowska odrodziła się po drugiej wojnie światowej i jakie obrała kierunki.

Czy jest jakiś wzorzec tego współistnienia tradycji i awangardy na krakowskim festiwalu?
To jest widoczne w samym jego programie, w tym jak on się rozwija: bardzo świadomie zaczynamy od samych źródeł, od modlitw w synagodze i koncertu kantorów. Religia jest fundamentem wszelkiej muzyki żydowskiej, po dziś dzień największą inspiracją dla muzyki chasydzkiej i klezmerskiej. Piękna szkoła sztuki wokalnej wykształciła się i udoskonaliła po tym, jak w 70 roku n.e. armia Tytusa zburzyła drugą Świątynię Jerozolimską. Wtedy właśnie, na znak żałoby, Żydzi zarzucili sztukę instrumentalną. Wiedząc o tym, widzimy późniejsze zjawiska w ich muzyce jako logiczny ciąg wydarzeń.

Jak wypada porównanie krakowskiego festiwalu do tych, które odbywają się w samym Izraelu?
Izrael jest skoncentrowany na tym, co nieprecyzyjnie nazywamy „kulturą izraelską”, tak naprawdę będąca konglomeratem dokonań wielu grup, które z licznych krajów przybyły do tego państwa. Z jednej strony jest to kultura zamerykanizowana, poddana muzycznej makdonaldyzacji, toksycznie nafaszerowana popem, z drugiej – przesycona wątkami etnicznymi, szlachetnymi, orientalnymi. Ze względu na przewagę tandety czasem jest to trudne do zniesienia...

Dlatego ja szukam tego, co jest oryginalne i zachowuje pierwotną łączność z autentycznym nurtem muzyki żydowskiej – w całej jej różnorodności: od Jemenu, przez Kurdystan, Tadżykistan, Indie, Galicję, Etiopię… – nie zmasakrowanej przez popowe aranżacje. I to u nas często występują izraelscy artyści, którzy we własnym kraju nie cieszą się tak wielką popularnością, jak tamtejsze „gwiazdy”. Ale kto powinien o nich wiedzieć – ten wie. Cenimy ludzi wrażliwych, ambitnych, o wyrobionym guście.

Jak festiwal wpływa na postrzeganie Polski w Izraelu?
Ci, którzy tu przyjechali, są pod ogromnym wrażeniem, transmisja koncertu finałowego jest oglądana i komentowana. Jest grupa, która co roku przyjeżdża z Izraela na ten finał, by tańczyć z flagami... Dla mnie festiwal już jakiś czas temu przestał być tylko fenomenalnym zbiorem czysto artystycznych wydarzeń. Mam nadzieję, że jego coroczne funkcjonowanie sprzyja wytworzeniu pewnego procesu edukacyjnego, który może wpłynąć na obopólne, mentalne przemiany. Tak, to jest bardzo niewymierne, ale jeżeli spojrzeć na to wszystko ze świadomością, że kultura żydowska jest od wieków stałym elementem kultury polskiej i europejskiej, to 23 lata naszego festiwalu są tak naprawdę dopiero początkiem tego procesu. Mamy do nadrobienia bardzo wiele – a przecież tu, w Polsce, kultura żydowska jest przede wszystkim kulturą polską.

Zwłaszcza tu, w Galicji...
Żydzi współtworzyli tę cywilizację i tę kulturę. Kilka miesięcy temu słuchałem wykładu profesora Shlomo Avineriego. I to on w pewnym momencie zadał pytanie o język jidysz: „Proszę państwa, skoro 3,5 miliona obywateli polskich mówiło przed wojną w tym języku, to nie sądzicie, że to był język polski?”.

Ja cieszę się, że coraz mniej ludzi nazywa Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie festiwalem muzyki klezmerskiej – bo w tym sensie jest to przecież nic innego jak festiwal kultury polskiej.

A przecież nie tylko te dwie kultury się tu w nierozerwalny sposób przeplatają.
Ambicją tego festiwalu jest odzwierciedlenie nieograniczonego bogactwa kultury żydowskiej – nie tylko aszkenazyjskiej, ale także sefardyjskiej, tworzonej nie tylko przez Żydów środkowoeuropejskich, ale też przez tych, których kiedyś wygnano z Półwyspu Iberyjskiego. Mówimy o nieustannym przeplataniu się, współistnieniu kultur, o uniwersalnym poszanowaniu odrębności, o świecie kulturowego pluralizmu. Ponad dwa lata temu, kiedy otwieraliśmy Cheder, w ramach programu Convivencia wystąpił fenomenalny duet muzyków arabskich. Dlaczego nie?

To jest możliwe właśnie tu – na Kazimierzu.
Kazimierz promieniuje teraz na świat bogactwem różnorodnej, wielobarwnej kultury żydowskiej. Dawnej i współczesnej – i ze wszystkich zakątków świata. To pozwala także festiwalowi odradzać się z wciąż nową siłą. Pamiętam, jak w tamtym roku Ilana Eliya, kurdyjska pieśniarka z Izraela, zapowiadała swoją ostatnią pieśń. W synagodze Tempel było gorąco i duszno i nagle ona, w środku tej zapowiedzi, straciła przytomność. Upadła na scenie. Byliśmy przerażeni, zapanowała powszechna konsternacja, wzywamy karetkę…, a ona po minucie otwiera oczy, podnosi się troszkę zawstydzona, troszkę zła na siebie, staje wyprostowana i dumna i śpiewa ostatnią pieśń tym swoim potężnym, krystalicznym głosem, od którego wszystkim ciarki biegną po plecach. Owacjom nie było końca.

I to jest właśnie to. To jest festiwal życia.
Rozmawiał Grzegorz Słącz
 

Redakcja:
ul. Józefa 7; 31-056 Kraków
tel. 12 429 51 50
karnet@karnet.krakow.pl
pn.-pt. 8.30-16.30

Znajdziesz nas także na: