Znajdziesz nas także na:

Kalendarium

Wyszukaj

hotele - do 75% taniej!

Wybierz miasto:
Data przyjazdu:
Liczba nocy:
Ilość pokoi:
Ilość os. i łóżek:
Warto zobaczyć
 
 
 
 
 
Piotr Orzechowski (Parmigiani Montreux Jazz Piano Competition 2011), fot. Odile Meylan
Galeria

Piotr Orzechowski (Parmigiani Montreux Jazz Piano Competition 2011), fot. Odile Meylan Piotr Orzechowski, fot. Adam Golec (1) Piotr Orzechowski, fot. Adam Golec (2) Piotr Orzechowski, fot. Adam Golec (3)

Bacha gram codziennie



W lipcu Piotr Orzechowski, 20-letni student krakowskiej Akademii Muzycznej, wygrał konkurs odbywający się w ramach legendarnego Montreux Jazz Festival. To pierwszy Polak, który zwyciężył w historii tego prestiżowego konkursu przeznaczonego dla pianistów jazzowych poniżej 30. roku życia.

Trochę ostatnio nabroiłeś. Czym ująłeś jury, że będąc najmłodszym uczestnikiem konkursu w Montreux, zdobyłeś w nim główną nagrodę? Jakie było uzasadnienie werdyktu?
Jury niejednokrotnie podkreślało, że sukces zawdzięczam swojej ciekawej osobowości i wyjątkowej wrażliwości muzycznej. Według nich wybrałem ścieżkę artysty prawdziwego, bezkompromisowego, odważnie podążającego własną ścieżką. Nie mam co do tego wątpliwości, ponieważ mówiono o tym niejednokrotnie zarówno w części oficjalnej konkursu, jak i później na korytarzach przepięknego Petit Théâtre. Taka postawa jurorów jest dla mnie szczególnie cenna, świadczy bowiem o ich szczerości i bezstronności decyzji, którą określili mianem bezdyskusyjnej.

Ta nagroda to wypadkowa pracy, talentu, a może doświadczenia w zdobywaniu laurów   – to przecież nie pierwsze Twoje wyróżnienie (m.in. I Nagroda Indywidualna na Krokus Jazz Festival w Jeleniej Górze, tytuł najlepszego instrumentalisty na Jazz Juniors w Krakowie, III Nagroda dla Indywidualności Jazzowej na festiwalu Jazz nad Odrą we Wrocławiu – przyp. red.)?
Nie uważam się za szczególnie doświadczonego w dziedzinie zdobywania konkursowych laurów. Po paru wyróżnieniach indywidualnych w rywalizacjach zespołowych po prostu pomyślałem, że stać mnie na coś więcej. Zrobiłem sobie kilkuletnią przerwę od konkursów i zacząłem intensywnie ćwiczyć solo, otworzyłem się na różne gatunki muzyczne i szeroko pojętą sztukę. Zanim się spostrzegłem, z odbiornika przeistoczyłem się w silny, muzyczny nadajnik przekazujący nowe, przetworzone w autorski sposób własne treści. Zrozumiałem wówczas, że tak naprawdę zaczynam otwierać się na siebie – i odnajdywać swoją prawdziwą osobowość muzyczną. I to nadal jest dopiero początek! Konkurs uświadomił mi, że granie solo na fortepianie stało się niepostrzeżenie moją główną formą wypowiedzi; a sama nagroda jest dla mnie potwierdzeniem, na jakim poziomie zaawansowania aktualnie się znajduję.

Z 42 zgłoszeń z całego świata do półfinału dopuszczonych zostało 10 pianistów. W półfinale każdy z Was zagrał standard z listy podanej przez jury oraz własną kompozycję lub inny utwór. Co Ty zagrałeś?
Wiedziałem, że podczas półfinału konkursu zaprezentują się pianiści z różnych stron świata. Miałem również świadomość, że większość z nich to indywidualności jazzowe; niekiedy artyści promujący muzykę ludową swoich krajów lub repertuar wielkich mistrzów. Nie przypuszczałem jednak, że poziom będzie aż tak wysoki! Uznałem więc, że najbardziej właściwym wyborem będą moje własne kompozycje. Są to utwory trudne, przesiąknięte moimi inspiracjami – muzyką renesansową, Skriabinem, Milesem Davisem, nowoczesną muzyką elektroniczną. Uznałem, że właśnie w nich najpełniej oddam to, czego wszyscy ode mnie tam oczekiwali. Jeśli sięgałem po standardy, to albo te najstarsze, albo właśnie Milesa. Zatem albo Davis, albo Orzechowski. Ze swoich kompozycji, które zagrałem podczas konkursu, mogę wymienić tytuły takie, jak Hopasa, Scherzo, Estampida i Madrygał.


Piotr Orzechowski (Parmigiani Montreux Jazz Piano Competition 2011), fot. Odile Meylan

Na co przeznaczysz wygrane w konkursie 10 tysięcy franków szwajcarskich? A może ważniejsza jest dla Ciebie profesjonalna sesja nagraniowa w szwajcarskim studiu i przyszłoroczny występ w Montreux – już w roli gwiazdy festiwalu?
Planuję wkrótce nagrać nowy autorski materiał, a na to na pewno będą potrzebne pieniądze. To duża suma i jeśli ten cel nie pochłonie jej całej, zachowam resztę na potrzeby kolejnych nagrań. Traktuję tę nagrodę jako zobowiązanie do ciężkiej pracy, która może teraz mieć jeszcze bardziej namacalny cel.

Sesja nagraniowa solo w Balik Farm Studios to bardzo miły gest ze strony organizatorów konkursu. Możliwość tygodniowego nagrania autorskiego materiału w pięknej szwajcarskiej scenerii studia będzie dla mnie czystą przyjemnością. Cieszę się również, że będę mógł zagrać na Montreux Jazz Festival 2012 w roli gwiazdy; to naprawdę pięknie położone miasto, a kilkupokoleniowa publiczność zaskakuje inteligencją muzyczną i wysoką kulturą osobistą.

Jedną z nagród w konkursie był też szwajcarski zegarek z limitowanej edycji Parmigiani. Przyda się? Jesteś osobą do bólu zorganizowaną czy czas jest dla Ciebie pojęciem względnym i nie potrzebujesz takich gadżetów?
Zegarek, który dostałem, jest naprawdę wielki i zapewniam, że granie w nim na fortepianie mogłoby być niewygodne. Nie jestem przyzwyczajony do tego typu ozdób, więc obawiam się, że skończy on jako trofeum z konkursu, którego prestiż odpowiada kunsztowi, z jakim zegarek został wykonany. Jest perfekcyjny.

Czas jest dla mnie ważny, ale nie w popularnym sensie tego pojęcia. Zatracanie się w muzyce powinno odbywać się poza czasem, lecz nie należy tego odkładać, ponieważ czas wciąż ucieka.

Bardzo ciekawi mnie Twój wizerunek zbuntowanego pianisty z płyty PianoHooligan. Na ile jest zbieżny z rzeczywistością?
Staram się wsłuchiwać w siebie w kwestiach muzycznych i konsekwentnie realizować swoje pomysły. Idę pod prąd, staram się burzyć pewne ugruntowane skojarzenia: od stereotypu jazzowego pianisty, przez ograniczone zasady harmonii rozrywkowej, po standardowe pojęcie performance’u muzyka improwizującego. Zarówno w życiu, jak i w muzyce jawnie przeciwstawiam się ogólnie przyjętym wzorom zachowań i normom artystycznym, ponieważ najczęściej wyznaczają one „naturalne” granice twórczości, które tak naprawdę nie powinny istnieć. Istotne dla mnie jest również to, że wchodzę klinem w środowisko dotychczasowych chuliganów muzycznych, których w większości uważam za zdolnych szaleńców bez merytorycznego pokrycia. Odkąd pamiętam, zawsze byłem „anty” i tak mi na szczęście zostało.

W muzyce objawia się to jak największym – niezdrowym wręcz nagromadzeniem splotów harmonicznych, rytmicznych i dynamicznych, skondensowanych w kilku taktach, muzycznej pięści, którą staram się nauczyć ludzi, że może istnieć w muzyce dużo więcej, niż przypuszczają. To oczywiście tylko jedna z „metod”.


Piotr Orzechowski, fot. Adam Golec

Pochodzisz z muzykalnej rodziny z tradycjami. Twoja mama i siostra są pianistkami. Mam wrażenie, że w Twoim rodzinnym domu fortepian był ważniejszym meblem niż telewizor? A może się mylę i niczym szczególnym nie wyróżnialiście się na tle statystycznych Kowalskich?
W domu ciągle miałem do czynienia z trzema ciężko pracującymi i koncertującymi muzykami (ojciec Piotra jest wiolonczelistą – dop. red.) – mogłem ich słuchać, podpatrywać i wyciągać wnioski na przyszłość każdego dnia. Szybko oczywiście stałem się jednym z nich, rodzice codziennie prowadzili ze mną kształcenie słuchu, uczyli pierwszych utworów na fortepianie i keyboardzie. Już jako 6-latek zacząłem brać udział i wygrywać w konkursach, grając utwory różnych kompozytorów, ale i swoje własne. Praca, jaką wykonali dla mnie w tym okresie moi najbliżsi, jest nieoceniona. Sprawili, że muzyka stała się moją główną rozrywką od najmłodszych lat aż do teraz. Nie mówiono mi, jak mam grać, jak czuć muzykę, jak jej słuchać; tego nauczyłem się sam. Dano mi za to możliwość rozwoju – instrumenty, sprzęt, płyty, gazety. Reszta to trafne sugestie.

Po wygranej w Szwajcarii bardziej chyba cieszyłem się ich radością niż swoim osiągnięciem. Prawdopodobnie nie mam pojęcia, jak ogromnie byli szczęśliwi.

Dlaczego jazz? Nie chciałbyś być drugim Blechaczem?
Można powiedzieć, że inspiracje klasyczne są dla mnie równie ważne, co jazzowe. Sam czuję się improwizującym, wykształconym klasycznie pianistą, grającym jazz i inne rodzaje muzyki. Bacha, Beethovena, Skriabina czy Szostakowicza gram codziennie, buduję na ich zdobyczach własną wyobraźnię harmoniczną i logiczną myśl koncepcyjną. Nie rozwinąłbym swojej osobowości w taki sposób, gdybym nie analizował szczegółowo dzieł moich klasycznych mistrzów – sam jazz mi nie wystarcza. Jest rewelacyjny, ponieważ daje możliwość nieskrępowanej wypowiedzi emocjonalnej, lecz aby wypowiadać się adekwatnie do stylu, trzeba nauczyć się rodzimego języka jazzu. Ja jednak postawiłem sobie za zadanie grać z wnętrza, poszerzając równocześnie spektrum stylistyk, w których będę się poruszał – uczę się więc „języków obcych”.

Sama interpretacja dzieł klasycznych, choć fascynująca, nie mogłaby mi wystarczyć; nie mógłbym być wyłącznie odtwórcą. Zbyt silnie przyciąga mnie idea tworzenia swojej własnej muzyki: grając utwory innych kompozytorów, czuję, że sam jestem jednym z nich.

Masz jakieś pozamuzyczne pasje, a może granie to Twój cały świat i nie masz czasu na nic innego?
Uwielbiam oglądać i kręcić filmy. Piszę również do niektórych muzykę. To bezdyskusyjnie moja druga wielka pasja i jestem przekonany, że gdyby rodzice nie wskazali mi muzycznej ścieżki, zostałbym reżyserem lub aktorem. Podobnie jak z graniem: zaczęło się bardzo wcześnie, zawsze ciągnęło mnie do obrazu na jakimś wyświetlaczu – prawdziwa zabawa zaczęła się jednak, gdy zdobyłem pierwszy rejestrator wideo i poczułem, że to ja mam nad nim władzę. Nie mogłem oderwać twarzy od kamery! Razem z kumplami w szkole nakręciliśmy setki reżyserowanych przeze mnie filmów, które z roku na rok stawały się coraz bardziej poważne i skomplikowane formalnie. Rejestrowanie autorskich filmów z wieloma aktorami przypomina mi pracę w big-bandzie, a kręcenie monologów moją pianistyczną grę solistyczną.

No to na zakończenie jeszcze odrobina prywaty. Czy przystojny 20-latek odnosi już sukcesy na niwie uczuciowej? Tylko nie mów, że jak prawdziwy artysta stawiasz na niezależność.
Oczywiście, że stawiam na niezależność. Jest to jednak niezależność kontrolowana

  Wywiad przeprowadził Artur Jackowski
 

Redakcja:
ul. Józefa 7; 31-056 Kraków
tel. 12 429 51 50
karnet@karnet.krakow.pl
pn.-pt. 8.30-16.30

Znajdziesz nas także na: