Znajdziesz nas także na:

Kalendarium

Wyszukaj

hotele - do 75% taniej!

Wybierz miasto:
Data przyjazdu:
Liczba nocy:
Ilość pokoi:
Ilość os. i łóżek:
Warto zobaczyć
 
 
 
 
 
Fot. Michał Dembiński

Być uczestnikiem



Rozmowa z Magdaleną Sroką, zastępcą Prezydenta Miasta Krakowa ds. Kultury i Promocji Miasta


Kraków stanął w obliczu konieczności zmniejszenia wydatków, także w dziedzinie kultury. Jakie są recepty na trudne czasy?
Nie mamy wyjścia, trzeba ciąć wydatki. Widzę tylko jedną możliwość: musimy przeformatować dotychczasowe myślenie, uruchomić pokłady potencjału tkwiącego w ludziach i – ogromnych przecież – zasobach krakowskiej kultury.

Jak w tej sytuacji zarządzać zmniejszonym budżetem?
Nie można powiedzieć o jednym modelu zarządzania kulturą. Nawet genialny matematyk nie wymyśli algorytmu, który precyzyjnie uwzględni różne aspekty: misyjne, edukacyjne, twórcze, ochronę dziedzictwa, promocję... Przy konkretnej liczbie instytucji kulturalnych – domów kultury, muzeów, teatrów, na które ten budżet przypada – czy mamy stosować zasadę równości? Czy mamy wszystkim odebrać tyle samo? Czy zostawić tym, którzy mają np. mniejsze sale i mogą przyjąć mniej widzów, słuchaczy, zwiedzających czy uczestników zajęć – bo na swojej działalności siłą rzeczy są w stanie zarobić mniej? Czy opisywać kulturę liczbą „klientów” przychodzących do instytucji – czy raczej jakością, jaką ona wytwarza, wartością społeczną tych działań?

Podzielmy instytucje kultury według pewnych kategorii i pełnionych funkcji – stała oferta kulturalna, edukacja, ochrona dziedzictwa: w uproszczeniu mówiąc, stała oferta to teatry i domy kultury, edukacja to domy kultury i muzea, te ostatnie zajmują się także ochroną dziedzictwa. W zmieniających się uwarunkowaniach społecznych trzeba te funkcje na nowo opisywać – i sprawdzać, jak są realizowane...

A w których dziedzinach widzi Pani największy postęp w ostatnich latach?
Muzea – to jest to, co nam się na pewno udało i bardzo prężnie się rozwija, w dużej mierze dzięki środowisku krakowskich muzealników, nie tylko zresztą jeśli chodzi o muzea miejskie – bo przecież popatrzmy choćby na działalność Muzeum Narodowego. Chodzi mi o wzrost samoświadomości, odnalezienie się w nowych realiach. To środowisko już wie, że muzeum musi być czymś więcej niż miejscem, w którym ogląda się zbiory, że z jednej strony liczą się także działania naukowe i badawcze, uczestnictwo w szerszym obiegu ochrony dziedzictwa, a z drugiej – umiejętność tworzenia nasyconych emocjami opowieści. I zrozumienie faktu, że dziś nie da się już skupić uwagi odbiorcy na dziełach sztuki czy obiektach historycznych, jeśli nie stoi za nimi kontekst, który wywołuje emocje – czy to poprzez samą aranżację wystawy, czy o towarzyszące jej bądź wpisane w nią działania – interaktywne, multidyscyplinarne, z pogranicza happeningu...

Nie mamy dzisiaj zwiedzających, mamy uczestników: odwiedzający chce być uczestnikiem, a nawet bardzo często – współtwórcą. Te zadania krakowskie muzea realizują świetnie: mam na myśli otwarte niedawno oddziały Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, Rynek Podziemny i Muzeum Schindlera, a także MOCAK. Wierzę, że kolejnym krakowskim wydarzeniem na skalę ogólnopolską będzie Muzeum AK.

A w innych dziedzinach?
Mamy także stabilną sytuację, jeśli chodzi o miejskie teatry, a w jednym przypadku jest to ewenement na skalę ogólnopolską – Łaźnia Nowa, teatr partycypacyjny, prowadzący działania eksperymentalne, angażujące społeczność lokalną i pokazujący, że ta społeczność może współtworzyć sztukę. Łaźnia stała się ośrodkiem multidyscyplinarnym – klub Kombinator, czasopismo „Lodołamacz” i wszystkie działania skupione wokół teatru wzmacniają jego więź z otoczeniem.

Ale ogólnie rzecz biorąc, niepokoi mnie to, że krakowskie teatry, które doszły do perfekcji w pozyskiwaniu widza, skupiły się na swoich osiągnięciach: festiwal Boska Komedia pokazuje, że to, co w teatrze nowe, ambitne, awangardowe, rzadko rodzi się w naszym mieście. Świetne wyniki frekwencyjne niekoniecznie przekładają się na nową jakość.

Kraków zawsze słynął ofertą domów kultury...
Ich działalność jest kluczowa dla edukacji kulturalnej: prowadzona na różnych obszarach, skierowana do różnych grup wiekowych, mogłaby się wciąż rozwijać, choć bywa ograniczana realnymi możliwościami finansowymi. Ale przecież to właśnie domy i ośrodki kultury są w stanie w sposób rzeczywisty tworzyć społeczeństwo obywatelskie i kształtować potrzebę kontaktu z kulturą. W tym sensie stanowią dla nas priorytet – ponieważ w Krakowie są grupy ludzi, którzy nie opuszczają swojego terytorium zamieszkania, swojego osiedla... Niebezpieczny trend, ciągle przez nas obserwowany, jest taki, że są w Krakowie dzieci, które nigdy nie były na krakowskim Rynku – chyba że zabrali je tam nauczyciele. Dlatego dom kultury bywa jedynym miejscem kontaktu z kulturą; ale to nakłada na te instytucje niezwykle ważną misję: nie tylko zaspokajania potrzeb, ale także wytwarzania aspiracji. Czyli nie chodzi tylko o odpowiedź na już istniejące potrzeby – np. o kursy języków obcych – ale również o rozwój szeroko pojętych zainteresowań, kreowanie postaw obywatelskich i uczestnictwa w życiu społecznym. Tu widzę pewne braki, tendencję do zasklepiania się na dotychczasowych osiągnięciach.

Proszę wymienić jakiś pozytywny przykład.
Wspaniały – i wcale niedrogi – projekt Ogrody Nowej Huty realizowany przez Ośrodek Kultury im. C.K. Norwida, w którym nowe tereny zielone dla mieszkańców dzielnicy są tworzone z ich czynnym udziałem. Powstaje jakość materialna, przynosząca w dodatku efekt estetyczny – a jednocześnie wykorzystuje się potencjał lokalnej społeczności, co z kolei sprzyja zacieśnianiu więzów w jej obrębie. Znam też pozytywne przykłady gromadzenia wokół codziennej działalności domu kultury czy jego filii grup wolontariuszy – ta możliwość zbyt łatwo jest pomijana w myśleniu niektórych zarządzających.

Jak w tym pejzażu umiejscowić wizję Krakowa – miasta kultury wysokiej, w którym realizowana jest unikatowa strategia 6 zmysłów?
6 zmysłów to nie tylko miejska strategia promocji miasta poprzez kulturę, to jest także świetny komunikat PR-owy wysyłany w Polskę, który koncentruje uwagę na naszym mieście. Zwróćmy uwagę: my nie promujemy 6 zmysłów jako marki – to jest po prostu rodzaj certyfikatu jakości, jaki przyznajemy najważniejszym festiwalom Krakowa. Odczuwam tu zresztą pewien niedosyt, bo do grona imprez „sześciozmysłowych” już dziś powinny dołączyć kolejne, które miasto i tak od lat wspiera, których marka jest niezaprzeczalna i z którymi ten przekaz byłby jeszcze wzmocniony. Nie będę ich wymieniać z nazwy – bo w najbliższym czasie zamierzam spotkać się z ich organizatorami, a nie chcę ich o tym informować tą drogą. Jestem pewna, że mamy sobie wzajemnie wiele do zaoferowania.

W ogóle uważam, że warto położyć większy nacisk na współpracę z zewnętrznymi partnerami: Krakowskie Noce świetnie pokazują, że instytucje miejskie, państwowe, pozarządowe czy prywatne potrafią połączyć swoje wysiłki i wytworzyć wyjątkową – i witaną z entuzjazmem przez publiczność – ofertę. Podobnie rzecz się ma z festiwalami literackimi – im. Josepha Conrada i Czesława Miłosza – które, choć koordynowane i spajane w całość przez Krakowskie Biuro Festiwalowe, są tak naprawdę dziełem licznych środowisk artystycznych Krakowa. Tak samo zresztą jak wiele festiwali, także tych ujętych w programie 6 zmysłów.

A jaka w tym wszystkim jest rola Krakowskiego Biura Festiwalowego i jego działalności?
Nieporozumienie, z jakim często mamy do czynienia w przypadku KBF, jest związane z jego traktowaniem jako kolejnej instytucji kultury w mieście. Tymczasem – zgodnie z powyższą definicją – to nie jest ten przypadek. KBF nie tworzy stałej – w sensie: dostępnej na co dzień – oferty kulturalnej ani nie zajmuje się na większą skalę edukacją kulturalną, za to realizuje prestiżowe festiwale, zarządza siecią informacji InfoKraków i działaniami Krakow Film Commission. Jest bardzo sprawnym narzędziem promocji: miasta poprzez kulturę – ale i całej miejskiej kultury.

Czy turysta przybywający do Krakowa w 2012 roku odczuje kryzys w kulturze?
Turysta przyjeżdżający do Krakowa odwiedza punkt InfoKraków, gdzie profesjonalni pracownicy udzielają informacji w kilku językach, dostaje dwujęzyczny „Karnet”, w którym znajduje zapowiedź kilkuset wydarzeń, znajduje też długą listę krakowskich muzeów – nawet gdyby się chciał oddać tylko ich zwiedzaniu, to zajęłoby mu to długie tygodnie – i rekomendację wyjątkowych imprez, jakich naprawdę nie można znaleźć w innych polskich miastach. W żaden sposób nie odczuje kryzysu w kulturze – bo kryzysu w krakowskiej kulturze nie ma. Jest zmniejszona ilość środków finansowych, które trzeba w związku z tym mądrze dzielić. I to jest problem zarządzających kulturą, bo to oni muszą dokonać zmiany mentalnej, zmiany strukturalnej, zmiany organizacyjnej, czasami zmiany formy prawnej swojej instytucji, a nie problem odbiorców czy problem oferty. Na ten poziom to się w żaden sposób nie przekłada.

Rozmawiał Grzegorz Słącz


 

Redakcja:
ul. Józefa 7; 31-056 Kraków
tel. 12 429 51 50
karnet@karnet.krakow.pl
pn.-pt. 8.30-16.30

Znajdziesz nas także na: